Steviego „Miłość w potrzebie…”

Pierwszą piosenką w swojej „tonacji życia” Stevie Wonder mówi  o potrzebującej miłości.
I chociaż tytułowe dzisiaj – Love’s in Need of Love Today –  odnosi się raczej do roku 1976 (wydanie albumu Songs in the Key of Life), to przecież „czterdzieści lat minęło…”
(jak jeden dzień – możemy dośpiewać) –  a piosenka  na aktualności nie traci.
Co do słów – to już sprawa indywidualna… Ale co z muzyką?

Udzielając wywiadu dla „The Wall Street Journal”* Wonder powiedział, że Love’s in Need of Love Today  nie była pierwszym utworem napisanym z myślą o płycie. Zdaniem Steviego było w nim jednak to – chyba dobrze znane artystom, a bliżej nieokreślone – coś,  co skłaniało, by właśnie tymi dźwiękami rozpocząć album. Szkielet piosenki powstał już w 1974, w jednym z hotelowych pokojów Nowego Jorku.  Na początku miał w głowie tylko tytuł, parę akordów i nucenie – jedynie kilka pasujących słów pojawiało się w trakcie ogrywania tonacji.

Jak mówił dalej w tym samym wywiadzie: Do dzisiaj nigdy nie siadam z zamysłem formalnego napisania piosenki. One wyłaniają się w trakcie słuchania tego, co gram. Jak malarz, czerpię swoje natchnienie zarówno z bolesnych, jak i pięknych doświadczeń. Zawsze rozpoczynam od poczucia głębokiej wdzięczności – wiesz, <<Jestem tu wyłącznie z łaski Pana>>. Myślę, że większość piszących piosenki inspiruje ich wewnętrzny głos. Ten dar mam od Boga, a ta piosenka jest wiadomością, którą jestem zobowiązany przekazać”.

Dalsze prace nad utworem odbywały się już w hollywoodzkim studiu Crystal Sound w 1975: Chciałem poczuć tę piosenkę i raczej iść za muzyką niż starać się ją kontrolować. […] Chociaż nagrałem demo na Fenderze Rhodesie w tonacji D-dur, w studiu zdecydowałem się na Es-dur . Ta tonacja była lepsza dla mojego głosu i brzmiała
jak komentuje Stevie w charakterystyczny dla siebie sposób – spiritually.

Artysta bardzo szybko porzucił instrumentalny wstęp na rzecz chóralnego tak, żeby jeszcze bardziej nasycić utwór brzmieniem gospel. Ta praca wywołała w nim wspomnienia audycji radiowych z muzyką sakralną, których słuchał w dzieciństwie. Myślałem o kościołach, które miały swoje radiowe programy i w których spiker mógłby powiedzieć <<dzień dobry lub dobry wieczór wszystkim. Mam dla was wiadomość…>>.

Wymieniając czysto muzyczne inspiracje wspomina o gospelowych kwartetach lat 50., wzorem z twórczości Sama Cooke’a. Kiedy śpiewałem końcowe partie, wyobraziłem sobie, że Sam jest ze mną w studiu – ze swoją energią i duszą. Delikatny dźwięk smyczków był zaś echem brzmienia Ala Greena –  Nie myślałem o głosie Ala, jedynie o pojedynczym dźwięku smyczków słyszalnym w jego utworach.

Na koniec Stevie podzielił się kilkoma refleksjami odnośnie tworzenia muzyki w ogóle, czyniąc tym samym delikatne (ale jakże znaczące!) przejście od boskiej inspiracji, do żmudnej, warsztatowej pracy dopasowywania do siebie instrumentów i rezygnacji z niepotrzebnych dźwięków. To  podobne do sposobu, w jaki aranżer słyszy wszystkie partie w swojej głowie. Zaczynasz od pomysłu i starasz się przenieść go do rzeczywistości […] Reszta jest dopasowywaniem do siebie wszystkiego jak w puzzlach.

Tyle Stevie Wonder, ja podchodzę do „Love’s Need of Love Today” z dozą – nazwijmy to – muzycznej empatii. Bez niej (a i w przypływie złego humoru) można by nazwać piosenkę po prostu tkliwą, słodką i naiwną, a dźwięk wspomnianego Fendera – przestarzałym. Na szczęście z empatią i z humorem wszystko u mnie w porządku, więc uważam, że to utwór ważny, świetnie przygotowany i piękny. Chwyta za serce – i nie ma się tu czego wstydzić! Nie bez powodu Stevie wspomniał o inspiracji gospel. Jego mówiony wstęp w rytmie muzycznego tła można – chyba bez nadinterpretacji  – skojarzyć  z tzw. songs sermons, czyli dawnymi kazaniami, w których kaznodzieja płynnie przechodził od mowy do śpiewu. Już początkowa kadencja w wykonaniu Take 6* uderza miękkim, ale pewnym harmonicznie, dźwiękiem –  łagodnie przechodząc później do drugiego planu względem śpiewu Wondera.  Delikatnie jedynie podkreślany puls na 2 i 4 daje więcej przestrzeni dla jego przeszywającej barwy, do której wszyscy mamy szczęście być przyzwyczajeni :). Co ważne, podkreśla również jego pływający na rytmie feeling. Dlaczego pływający? Wonder swoim śpiewem (zwłaszcza w refrenie) naciąga rytm, jakby był z gumy – zaczyna frazę to nieco wyprzedzając, to znów spóźniając, by po chwili trafić w punkt (swoją drogą wokalizy Steviego – powyginane i nieprzewidywalne – są zapewne kopalnią pomysłów dla niejednego adepta sztuki śpiewania. Oby).

Jeszcze słowo o harmonii – jedno akordowe przejście w tym utworze ma dla mnie szczególne znaczenie (niech mnie ktoś poprawi, jeśli się mylę) fm7 na cm7 przy słowach refrenu „don’t delay/ send yours in right away”. Jeżeli pieśni spirituals  – jak napisał w swojej Historii Jazzu Jacek Niedziela*  – wychodzą z serc i trafiają do serc – to dla mnie mogłyby brzmieć właśnie tak, jak wspomniane połączenie.

Dobre utwory są po to, by je grać, o czym wiedzą artyści wykonujący ich nieraz wspaniałe covery. Tak też zrobiła z „Love’s Need…” Whitney Houston. Zagrała nieco szybciej niż w oryginalne, bawiąc się półtonowymi przejściami w tonacjach. Co jednak podziwiam w tym nagraniu najbardziej to sposób w jaki Whitney porusza się w rytmie na początku. Jeżeli wcześniej była mowa o pływającym feelingu, to u Houston jest on pięknie dryfujący! Zastanawiam się, jak doskonałe poczucie wewnętrznego rytmu należałoby  mieć, żeby tak kontrolować swoją frazę – wolną, specjalnie rozchwianą, nieco ad libitum – nałożoną na sztywno idący rytm w tle. Ach Whitney, nieodżałowany talent…

Oba wykonania, jako przełożenie afroamerykańskiej tradycji wokalnej (spirituals, gospel), z charakterystycznym dla siebie zaangażowaniem, napięciem w głosie, często na pograniczu krzyku, a także przetwarzającymi się, powtarzanymi prawie jak w opętaniu frazami – nie muszą się oczywiście nam – często chłodno kalkulującym Europejczykom – podobać ;). Nie zmienia to faktu, że wspomniana na początku muzyczna empatia – przydaje się, by poczuć muzykę prostą w przekazie, prosto mówiącą o emocjach, ale za to jak kunsztowną w formie i sposobie wypowiedzi.

*cały wywiad w linku: http://www.wsj.com/articles/how-stevie-wonder-created-loves-in-need-of-love-today-1426603130. Wszystkie tłumaczenia moje – M. M.

* Jacek Niedziela, Hitoria Jazzu. 100 wykładów., Katowice 2009.

* W tekście odnoszę się do nagrania Steviego Wondera z Take 6. Nie znaczy to bynajmniej, że nie znam lub nie podoba mi się utwór w oryginale z 1976 r. :) Zakładam jednak, że czytelnik zna już tę wersję, a być może nie trafił jeszcze na tę, którą umieściłam powyżej.

Martyna Milewska


Tags: , , , ,

Fatal error: Uncaught Exception: 190: Error validating application. Application has been deleted. (190) thrown in /var/www/vhosts/hirek.pl/subdomains/beta/httpdocs/wp-content/plugins/seo-facebook-comments/facebook/base_facebook.php on line 1273